nie-mam-serca blog

Twój nowy blog

wpierdalam jakby mi ktoś w dupe wstadził baterie duracell. od rana do wieczora. w domu, w pracy trochę mniej bo wstyd.
wstaję rano, pierwsze co to nie papieros jak to zwykle bywało, ale podróż do szafki na dole po ciastka. po paczce ciastek dużo coli light i dopiero fajka.
jem tyle chyba z powodu tego odrzucenia. czy kolejny facet jest wart mojego tycia? oczywiście, że nie. ale mimo to jem. nieee, ja nie jem. ja się obżeram, wrzucam w siebie tony żarcia, jak to śmietnika. nie wymiotuję, więc tyje w ultraszybkim tempie.
jak od zaraz niczego z tym nie zrobię to będzie bardzo, bardzo źle.
chyba nie mam motywacji. chociaż tylko tak mówię, bo najlepszą motywacją powinno być jedno spojrzenie w lustro. nie wchodzę na moją nową wagę. boję się prawdy. ale może to by mi dało kopa. może..
mama wyjechała, powinnam się cieszyć, ale jest mi chyba raczej smutno. nie mam z kim gadać, nie ma już długich wieczorów gadania o pierdołach i drapania po plecach i łbie. tym pustym łbie, który potrzebuje trochę czułości.
czasem myśle, że ludzie powinni mnie zaakceptować taką jaka jestem. przy kości. ale co z tego, skoro ja nie zaakcetuje siebie nigdy. ja gruba? nie może tak być. patrze na szczupłe dziewczyny i jestem wściekła na siebie. o to, że nie potrafię być tak idealna jak one. kiedyś przynajmniej próbowałam, dążyłam do perfekcji. teraz jestem kupą gówna. założyłam w sobie wysypisko śmieci. codzinnie przyjeżdża wielka śmieciarka i dokłada nowego brudu. nowych dekagramów, więcej żalu, złości, bezsilności, agresji. czuję, że niedługo znów wybuchnę. zatnę się.. nie wezmę nic do ust przez długi czas, moja dusza będzie się żywić śmieciami z wysypiska aż wszystkie nie znikną, a na rękach znów pojawią się sznyty. bo nie ma nic za darmo. jad, który wzbiera się we mnie umiem tylko wpuścić do swojej krwi. a potem trzeba tą krew oczyścić. jedyny sposób to przecięcie skóry. pod która znajduje się tłuszcz.

bo ją kocham, bo umie mnie wysłuchać, bo się stara, bo mnie rozumie, bo jest równa babka.
kocham mamę tak bardzo.. za wszystko. ale pewnie ranię ją moim okropnym zachowaniem.
nienawidzę siebie za to.

… czułam, że jednak mnie oleje. i tak właśnie zrobił. yeah.
nie odezwe się już nigdy pierwsza.
pewnie nawet nie będzie potrzeby odzywania się, bo przecież on też nie napisze.
jak ja w ogóle nawet przez chwilę mogłam pomyśleć, że taki facet jak on mógłby się mną zaintersować.
nie czuję się dobrze.
z niczym. we własnej skórze po tym co dziś waga pokazała też jest mi jakoś źle.
mam ochotę pójść już spać, bo i tak nic dobrego mnie już dziś nie spotka.

później.

aaaj:D jest dobrze! dwunasty zmysł zawiódł! :)

Panie i Panowie Pałka zaszalała w Sylwestra. tak.
Zrobiła z siebie dziwkę na oczach swego byłego niedoszłego, całowała się z dobrym kumplem i prawie zgwałciła pzyjaciela brata. i kiedy myślała, że gorzej już być nie może, okazało się, że może. bo nastał dzień następny.. a raczej jeszczenastępny- kiedy to Pałka wytrzeźwiała… i to wszystko okazało się prawdą. myśl I: JA PIERDOLE KURWA MAĆ ON JEST Z NIĄ. ON JĄ KOCHA, myśl II: co ja właściwie robiłam z K.??zawaliłam sprawę, on ma mnie za idiotko-dziwke, nigdy na mnie nie spojrzy, nie jestem w jego typie, z pewnością taki zajebisty facet ma dziewczynę , myśl III: całowałam się ze spunczem.
następnie była rozpacz, szloch i zgrzytanie zębów. nieeee, było gorzej. ja wpadłam w dziką histerię.
kiedy wypłakałam już 3/4 wody z organizmu postanowiłam przeprosić K., umówić ze spunczem na gadanie i co przede wszystkim? zapomnieć o Nim. nie ma już jego.. puff i zniknął. uświadomiłam to sobie w końcu. zajęło mi to rok. nigdy nie mogłabym mu zaufać po tym co wtedy zrobił i jaki był. nigdy.
ilośc alkoholu jaką wypiłam,  trawy jaką wypaliłam i stresu jakiego doznałam zamieniło mnie w nie wiem kogo, ale z pewnościa nie byłam sobą.
w każdym razie od tygodnia zacięłam się na jedzenie, rozchorowałam się i już wyzdrowiałam, jutro do pracy… życie wraca do normy.

i mam ścisk żołądka na dźwięk smsa. i uśmiecham się tak o. bez powodu.
no może jakiś tam powód jednak jest.. :)


  • RSS